Na początku Wymój musiał być wsią wyłącznie zamieszkałą przez Prusów. Wynikało to z nadania Kapituły Warmińskiej, która 2 stycznia 1351 roku powierzyła Prusowi Tucteykenowi na 20 włókach założenie wsi na prawie chełmińskim. Wieś miała się nazywać Wemithen. Do tego dodano jeszcze trzy włóki wolne od podatku. Kapituła miała otrzymać połowę dochodów z karczmy. Osadnicy zostali zwolnieni piętnaście lat od podatku, następnie mieli wnosić rocznie pół grzywny i odstawić dwa kurczęta od włóki na zamek olsztyński. Sołtys otrzymał też prawo połowu w jeziorze.

Wieś osiadła na północno-zachodnim krańcu 50 hektarowego Jeziora Wymojskiego, przez które przepływa rzeka Drwęca. Ustawodawstwo warmińskie przewidywało, że Prus mógł pełnić urząd zasadźcy tylko we wsi bez ludności niemieckiej. Z czasem tak jak w okolicy osiedlali się tutaj, przybyli z Mazowsza i Ziemi Chełmińskiej, Polacy. W drugiej połowie XV i na początku XVI wieku wszystkim mocno we znaki dawały się wojny polsko-krzyżackie. Wielkie spustoszenie dokonali w tym rejonie podczas przemarszu wojska Władysława Jagiełły. Zniszczone i opuszczone zagrody trzeba było na nowo zasiedlać. Dokonywali tego administratorzy Kapituły rezydujący w Olsztynie, w tym także sam Mikołaj Kopernik. Wieś ucierpiała też podczas wojen szwedzkich. Potem wszyscy zgodnie przystępowali do usuwania zniszczeń.

Nazwa wsi była pochodzenia pruskiego; w 1598 – Vimos, 1658 – Wemiten, 1673 – Wymoy, 1820 – Wimitten, po 1945 roku – Wymój tak, jak nazywała ją miejscowa ludność. Wieś od początku należała do parafii gryźlińskiej.

Po zaborze Warmii 1773 roku w Wymoju zamieszkiwało 86 osób. Wśród nich było zaledwie dwóch powyżej sześćdziesiątego roku życia, 30 mężczyzn i kobiet w wieku do 60 lat, siedmioro dzieci, pozostałą część stanowili fornale, parobcy, dziewki służebne. We wsi było siedmiu gospodarzy, 6 chałupników i 4 komorników. Nazwiska ich nosili mieszkańcy Wymoju jeszcze po 1945 roku, a więc Lenart, Stinka, Biendara, Daniel, Konieczka. Nazwisko Szpogan zostało uwiecznione w nazwie łąki, którą kosił dziadek Edwarda Cyfusa, stary Porbadnik, także długie lata gospodarujący we wsi nad jeziorem. Sześćdziesiąt dwa lata później w Wymoju mieszkało już 150 osób, były 3 gospodarstwa trzywłókowe, 2 dwa i półwłókowe, 2 dwuwłókowe, jedno dwuwłókowe, 1 jednowłókowe i dwa półwłókowe.

Wieś należała do średnich na południowej Warmii. Zamieszkiwana była prawie w całości przez ludność posługująca się językiem polskim; w 1861 roku na 195 mieszkańców tylko 9 mówiło po niemiecku, wśród nich było 22 ewangelików, należących do parafii w pobliskich Mańkach na Mazurach. Katolicy należeli do parafii w Gryźlinach. Zwiększała się liczba mieszkańców: w 1895 było 298 osób, w 1925 – 369, w 1939 – 387, obecnie 164 – osób.

X

Szkołę w Wymoju utworzono na początku XIX wieku. Rodzice nie przykładali znaczenia do nauki swoich dzieci. Wcześniej dzieci uczęszczały do szkoły w Gryźlinach. Dokonujący w 1825 roku wizytacji szkoły asesor rejencji królewieckiej Reinhold Bernhard Jachmann napisał: „nauczyciel Michał Pokowski, lat 35, uczy cztery lata, wcześniej zagrodnik, uczęszczał do szkoły w Koronowie. Dzieci szkolnych 14, w dniu wizytacji obecnych było siedmiu, frekwencja słaba. Po niemiecku nie uczą się i nie mówią. Religii uczą się z polskiego katechizmu. Czytanie polskie szło źle, nie uczą się pisać, rachować, śpiewać, ani żadnych innych przedmiotów”. Przez to można sobie wyobrazić jak mogło wyglądać nauczanie. Po wprowadzeniu zarządzenia nadprezydenta Prus Wschodnich i Zachodnich z 24 lipca 1873 roku o wycofaniu języka polskiego ze szkół ludowych w Wymoju jeszcze długo nauczyciel musiał się posługiwać językiem polskim, aby być zrozumianym przez dzieci, które przecież w domu rozmawiały wyłącznie po polsku.

W Wymoju Polacy zawsze żyli w większości. Tu w końcu XIX wieku osiadł przybyły z Mazowsza August Popławski (1879-1942) syn powstańca z 1863 roku, który następnie wyjechał za chlebem do Westfalii. Tam ożenił się z Marią Kowalewską i po powrocie z zachodnich Niemiec zamieszkał w Pluskach. W Wymoju w wyborach do parlamentu niemieckiego oddawano często więcej głosów na kandydatów, wystawionych przez działaczy, skupionych wokół Gazety Olsztyńskiej: w 1898 roku 26 mieszkańców głosowało za ks. Antonim Wolszlegierem, a 11 za reprezentantem partii Centrum, w 1911 roku kiedy kandydował ks. Walenty Barczewski, to oddano na niego 58 głosów, a na przedstawiciela Centrum tylko 5 głosów. Także w okresie przed plebiscytem w 1920 roku Wymój stanowił ważny ośrodek polskości. Tutaj aż 83 dzieci zostało zgłoszonych do nauki w polskiej szkole, a do niemieckiej tylko dwoje. Istniało Towarzystwo „Sokół”, którego zadaniem było ochrona polskich wieców. W 1920 roku nie doszło tam do otwarcia polskiej szkoły. Urządzono kilka wieców. Szczególna aktywność wykazywali Franciszek Kempa i Klaperski. W głosowaniu 11 lipca 1920 roku w Wymoju Polacy uzyskali większość. Za Polska oddano 116 głosów, a za Prusami Wschodnimi głosowało 51 osób. Wieś była jedną z trzech wiosek w dawnym powiecie olsztyńskim, w których Polacy uzyskali większą liczbę głosów, nadto jeszcze w Lesznie i Szelągowie.

Bezpośrednio po głosowaniu Niemcy chcieli wziąć odwet na Kempie za jego narodowe zaangażowanie. Jak doniosła Gazeta Olsztyńska w numerze z 17 lipca 1920 roku pijani bojówkarze z nauczycielem Bährem ze Stawigudy pod osłoną nocy zdemolowali kilka polskich zagród. Następnie udali się do Wymoju, do Kempy. W napadzie brał udział kuzyn Kempy niejaki Gracki z sąsiedniego Mioddówka. Kempa ukrył się na strychu. Napastnicy podążyli za nim. Kiedy po drabinie wspinali się do góry, Kempa ostrzegł napastników, że będzie strzelał. Gracki nie usłuchał ostrzeżenia. Na to Kempa po ponownym ostrzeżeniu wypalił zabijając go na miejscu i raniąc jednocześnie śmiertelnie, znajdującego się zanim Bähra. Po tym napastnicy uznali, że nie warto ryzykować życiem i wycofali się do Stawigudy. Od tego czasu Kempę ochraniali przed ewentualną zemstą dwaj żołnierze włoscy i policjant niemiecki.

Kempa nie ukrywał swoich związków z ruchem polskim. Posyłał swoje dzieci do polskiej szkoły otwartej 23 października 1930 roku oraz należał do kolporterów polskich pism w tym rejonie Warmii. Brał zresztą udział w trzydniowym kursie w listopadzie 1935 roku w Olsztynie, na którym referaty wygłosili: Seweryn Pieniężny (Sprawy związane z wydawaniem Gazety Olsztyńskiej) red. Wacław Jankowski (O sposobach przekonywania Warmiaków do prenumeraty polskich gazet), oraz Edmund Osmańczyk (Korzyści, które wynikają z czytania prasy i książek).

Zanim w Wymoju powstała polska szkoła, to w 1927 roku nauczano krótko języka polskiego w niemieckiej szkole. Na początku zgłosiło się aż 68 dzieci, ale na prowadzone w godzinach popołudniowych lekcje przychodziło zaledwie 15 chłopców i dziewcząt. Po roku zaniechano nauczania.

Chociaż w 1929 roku do polskiej szkoły w Wymoju zapisanych zostało 30 dzieci, to w dniu otwarcia, 23 października 1930 roku zgłosiło się zaledwie pięcioro. Tak jak w innych wsiach i tutaj rodzice zostali przestraszeni nieokreślonymi restrykcjami, które może w każdej chwili podjąć rząd niemiecki. Obowiązki nauczyciela objął Konrad Sikora. Pierwotnie miał nauczać w Tomaszkowie, ale Niemcy skutecznie przeszkodzili tam w otwarciu szkoły. Polski nauczyciel zamieszkał z żoną Febronią, także nauczycielką z zawodu, u Marty Stinkowej, która również wynajmowała Polsko-Katolickiemu Towarzystwu Szkolnemu na Warmię jedną z izb na klasę szkolną. Na początku Konrad Sikora dążył do powiększenia liczby uczniów. Pomagała mu w tym jego żona. W ciągu roku zdołali podwoić liczbę uczęszczających do polskiej szkoły. Odwiedzali więc miejscowe rodziny i przekonywali o korzyściach posyłania dzieci do polskiej szkoły. Podkreślali, że niewielka liczba dzieci pozwoli nauczycielowi polskiemu poświęcać każdemu uczniowi znacznie więcej czasu niż nauczającym w szkole niemieckiej. W tym czasie do polskiej szkoły uczęszczały dzieci z rodzin: Kempy, Klaperskich, Stinków z Wymoju, Hanowskich, Hohmannów i Schnarbachów z Majd oraz Jeleniewskich z Klucznika. Dzieci Jeleniewskich, Alojzy i Bernhard, mieszkały na stancji w Wymoju.

Założenie polskiej szkoły przyczyniło się do ożywienia działalności miejscowego koła Związku Polaków w Niemczech, złożonego z osiemnastu członków. W tym czasie członkami organizacji spod znaku Rodła byli: Joanna Hanowska, Wiktor Kaufmann, który pełnił obowiązki męża zaufania, Andrzej, Brunon i Franciszek Kempowie, August i Franciszek Klaperscy, Edward Klement, Józef Kolewicz, Katarzyna Nega (ur. 10 III 1846 r.) i Katarzyna Nega (ur. 1876), Anna Niniesza oraz aż sześć osób z rodziny Stinków: Karol, Maria, Michał, Otylia, Paweł i Wiktor. Żona nauczyciela angażowała się w pracę miejscowego koła Towarzystwa Młodzieży. Największą frekwencją cieszyły się próby miejscowego chóru, prowadzonego przez Konrada Sikorę. Wiele osób korzystało też z biblioteki. Wypożyczaniem książek zajmowała się Antonina Stinkówna, a potem Konrad Kempa.

We wsi istniało koło Związku Towarzystw Młodzieży. W prowadzonych zajęciach, także przez odwiedzającego Wymój Jana Lubomirskiego, brało udział od 25 do 40 osób. Istniała też drużyna piłki nożnej.

Z początkiem 1933 roku Konrad Sikora został przeniesiony do szkoły w Jarotach, a jego obowiązki w Wymoju przejął Piotr Maciej Jasiek, który miał za sobą prawie trzyletnie nauczanie Sławianowie na Pograniczu. Próbował on w Wymoju wprowadzić kursy języka polskiego dla młodzieży pozaszkolnej, ale władze niemieckie wytoczyły mu proces sądowy, zarzucając nielegalną działalność. W tej sytuacji musiał zaniechać tej pracy. Nie pozwalały na to nawet ramy założonej w jesieni 24 listopada 1935 roku świetlicy polskiej, w której znalazła się biblioteka, radioodbiornik, kilka polskich czasopism, w tym Gazeta Olsztyńska i Gość Niedzielny, gry towarzyskie. Zarząd świetlicy stanowili: Antoni Stinka jako gospodarz, znany nam już Konrad Kempa jako kustosz i bibliotekarz i Barbara Klaperska jako sekretarka. W przybliżeniu w zajęciach świetlicowych brało udział 20 osób, w tym 16 młodych. Aktywność miejscowych Polaków wzbudziła przeciwdziałanie oddziału Bund Deutscher Osten. Niemcy nie bez racji uważali, że podejmowane różnorodne formy pracy kulturalno-oświatowej Polacy zawdzięczają nauczycielowi, stąd usilnie zabiegali o zamknięcie szkoły polskiej. Swoje antypolskie działania jeszcze zwiększył z końcem 1935 roku, kiedy kilkoro dzieci z Majdach przeszło ze szkoły niemieckiej do polskiej w Wymoju. Upowszechniano wówczas pogłoskę, że powodem opuszczenia przez dzieci niemieckiej szkoły w Majdach miało być brutalne zachowanie nauczyciela. W związku z tym w szkole polskiej w Wymoju 7 grudnia 1935 roku pojawił się niemiecki inspektor szkolny dr Franz Pasternack z przedstawicielem Jugentamtu z Olsztyna. Po wyproszeniu z klasy Piotra Jaśka właśnie oni rozpoczęli przesłuchanie dzieci. Konsul Antoni Zalewski w nocie z 23 XII 1935 r. napisał do Poselstwa RP w Berlinie: „Radca szkolny krzyczał, wymyślał dzieciom, tupiąc i wytrząsając pięściami, grożąc oddaniem ich na wychowanie przymusowe. Usiłował w ten sposób wymusić na nich korzystne dla nauczyciela niemieckiego zeznanie. Kiedy badane dziewczęta z płaczem uciekały z klasy szkolnej, nauczyciel polski interweniował zwracając uwagę, że taki sposób badania jest niedopuszczalny z punktu widzenia pedagogicznego i prosił o pozwolenie asystowania”. Z kolei w pobliskich Majdach Niemcy podjęli akcję przeciwko przeniesieniu szkoły polskiej z Wymoja. Indagowali w tej sprawie gospodarza Knora, który miał Polsko-Katolickiemu Towarzystwu Szkolnemu zamiar wynająć lokal na szkołę. Knorowi nakazali złożyć publiczne oświadczenie, że odmówił Polakom wynajmu izby. Po dwóch latach znów powrócono do zamiaru przeniesienia szkoły z Wymoju do Majd, bo za przejazd furmanki z przewożonymi dziećmi przez las państwowy leśniczy nakazał rodzicom zapłacenie 3 marek dziennie. Jednak i tym razem starania zakończyły się fiaskiem.

W czerwcu 1936 roku odbył się w Wymoju jednodniowy zlot młodzieży ze wszystkich szkół polskich na południowej Warmii. W programie takiego zlotu m. in. były zawody sportowe i popisy recytatorskie i chóralne. Przybyłych częstowano też specjalnie przygotowanym ciastem i smakołykami.

W końcu marca 1938 roku troje dzieci opuściło polską szkołę. Stało się z powodu nie wypłacenia polskim dzieciom należnej Kinderbeihilfe, przyznawanej ubogim rodzinom w Prusach Wschodnich. Tak więc po podjęciu przez Antoninę Klaperską i Walerię Schnarbach nauki w gimnazjum w Tarnowskich Górach, zostało w szkole polskiej zaledwie pięcioro dzieci. Utrzymała się ona jednak do 20 sierpnia 1939 roku. Piotr Jasiek został aresztowany 1 września i osadzony w hitlerowskich obozie koncentracyjnym w Hohenbruch, Potem jego obozowa droga wiodła przez Sachsenhausen do Mauthausen Gusen.

W latach 1930-1939 do Polsko-Katolickiej Szkoły Prywatnej w Wymoju uczęszczali: Antonina Babiel, Jan Babiel, Jerzy Babiel, Agnieszka Hanowska, Irena Hanowska, Jan Hanowski, Erna Hohmann, Eryk Hohmann, Alojzy Jeleniewski, Bernhard Jeleniewski,Franciszek Karpiński, Józef Karpiński, Leon Kempa, Józef Kempa, Wiktor Kempa, Antonina Klaperska, Bruno Klaperski, Paweł Klaperski, August Osowski, Agata Redyk, Joachim Redyk, Paulina Schnarbach, Waleria Schnarbach, Leon Stinka, Maria Stinka, Marta Stinka, Paweł Stinka, Wiktor Stinka.

Niemiecka szkoła w Wymoju była dwuklasowa. W 1935 roku uczęszczało do niej 59 dzieci. Nauczycielami byli: Bruno Hopfener, Hans Wessolowski, Altraut Berglar i Franz Klaperski. Zajęciami przedszkolnymi objętych było 20 dzieci.

X

Kronikarzem powojennych lat życia w Wymoju stał się Edward Cyfus. W swojej relacji, opartej na wspomnieniach matki Heleny z domu Porbadnik, zresztą deportowanej przez Rosjan do pracy w głąb Rosji sowieckiej, zawarł opisy bestialstw na bezbronnej ludności, dokonywanych przez czerwonoarmistów także w Wymoju i czasy powrotu do normalnego życia. Napisał: „Życie jednak było ciężkie. Brakowało jedzenia, nie było z czego żyć. Z całego dobytku zostało kilka kur. Te trzeba było trzymać w sieni, bo po nocach grasowali szabrownicy, w chlewach aż roiło się od myszy i szczurów. Ana i Agnes chodziły pracować do lasu. Rylko tam można było zarobić na utrzymanie. Przez pierwsze dni po Wielkanocy Lyjnka ze słabym po pobycie w szpitalu ojcem pracowała przy porządkowaniu obejścia. Stodoła była spalona. Remiza – jedno pogorzelisko. Szopa nad chlewem też nie istniała. Został jedynie dom i mury chlewa. Opłakany stan tego tak jeszcze niedawno zadbanego gospodarstwa. Najpierw ścięli kikut pięknej niegdyś brzozy. Zrobiło się jakoś weselej w obejściu. Nawet okaleczony – trzynogi pies był odtąd jakby weselszy. Agnes namówiła Lyjnkę, żeby poszła do Stawigudy na milicję i załatwiła sobie jakiś dokument tożsamości. Przekonywała ją kilka dni. Lyjnka w końcu przemogła strach i poszły razem. Nikt na posterunku milicji nie żądał od nich żadnych ausweisów ani zaświadczeń. Wystarczyło potwierdzenie Agnes, że siostra wróciła z niewoli i poświadczenie jakiegoś człowieka ze Stawigudy, który znał ich rodzinę. Wystawiono Lyjnce jakiś papier, którym mogła się wylegitymować i kazano podpisać drugi jako poświadczenie odbioru. W kilka lat później w bardzo przypadkowych okolicznościach mogła jeszcze raz przeczytać ów papier: Zapomogę bezzwrotną w kwocie zł. 500 otrzymałam. Taka była treść owego dokumentu, który podsunięto jej wówczas do podpisu. Nie trzeba chyba dodawać, że pieniędzy tych nigdy nie zobaczyła, ale nie ma się czemu dziwić. Nie umiała wtedy czytać po polsku. Życie rodzinne z punktu widzenia Lyjnki zaczynało się normować. Chciała być pomocną w domu. Paliła się do roboty.” Ludzie zaczęli wiązać koniec z końcem.

Jeszcze 22 września 1945 roku doszło do utworzenia polskiej szkoły w Wymoju. Zgłosiło się wówczas 80 chłopców i dziewcząt. Nauka odbywała się w dwóch klasach: w pierwszej 26 i w drugiej – 54 dzieci. Na początku nauczał tutaj Mikołaj Nowik. Prowadził on również kursy repolonizacyjne dla młodzieży pozaszkolnej. Od 1 września 1946 roku pracę podjęła w szkole jeszcze Jadwiga Jacyna. Liczba dzieci utrzymywała się na tym samym poziomie; w 1946 – 72 dzieci, w 1947 – 65; w 1948 – 67 dzieci. Szkoła w Wymoju została zamknięta w 1976 roku. Odtąd dzieci dowożone są do szkoły w Stawigudzie.

Na początku pracowici Warmiacy w różny sposób zabierali się do obrabiania ziemi. Często sami zaprzęgali się do pługa, potem jak w ramach pomocy z UNRRA przyznawali im krowy, to orali krowami. Dla wszystkich nie starczyło przecież koni. Z czasem wieś nad jeziorem zaczęli opuszczać rdzenni Warmiacy. Ich gospodarstwa przejmowali Polacy przybyli ze wschodnich kresów Rzeczpospolitej. Ostatnia fala wyjazdów nastąpiła na początku lat osiemdziesiątych. Wtedy w Wymoju założono spółdzielnie produkcyjną. Wtedy mało kto liczył na trwałość tej formy gospodarki, ale coś trzeba było zrobić z nie najgorszą ziemią, która leżała odłogiem. Nie świadczyło to najlepiej o naszej gospodarce. Teraz część gruntów sprzedawana jest na działki budowlane. W większości wznoszą tutaj swoje domy Olsztynianie.

Gdyby wskazać na dawnych mieszkańców Wymoju, którzy dali o sobie znać w świecie, to trzeba wymienić urodzonego tu w 1943 roku werbistę księdza Johannesa Schilitza, który po ukończeniu seminarium duchownego ojców Werbistów w Pieniężnie, od połowy lat siedemdziesiątych przebywał na misjach w Ghanie, a obecnie niesie posługę religijną mieszkańcom Wybrzeża Kości Słoniowych. Jego brat August, zanim wyjechał do Niemiec, przez wiele lat prowadził zespół muzyczny i chór kościelny w Stawigudzie.

W ostatnich latach Wymój zmienił swoje oblicze. We wsi nie ma prawie rolników. Stali mieszkańcy pozostawili sobie niewielkie skrawki. Młodsi dojeżdżają do pracy w mieście. W okresie lata przybywają turyści. Kilku mieszkańców dostosowało swoje zagrody na przyjęcie wczasowiczów. Do wsi, oddalonej o trzy kilometry od szosy łączącej Olsztyn z Olsztynkiem, dochodzi autobus. Spokojna okolica sprzyja tutaj letniemu wypoczynkowi.

Image
Gminny Ośrodek Kultury w Stawigudzie

ul. Leśna 2
11-034 Stawiguda

tel./ fax (89) 512 69 22
e-mail: gok@stawiguda.pl
Zobacz też:

2021 © GOK Stawiguda / Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Realizacja: Agencja DM